Obiecanki cacanki.



Obiecywałam sobie regularnie zasiadać do pisania, nie tylko po to żeby uwieczniać codzienność na zdjęciach, w krótkich wpisach ale też szkolić się w pisaniu. Miesiąc a nawet więcej mięło a na blogu cicho sza. Nie tak miało to wyglądać.  
Zatraciłam się w obowiązkach domowych i zawodowych. W wolnych chwilach, które zdarzały się wieczorami byłam już tak zmęczona, że miałam jedynie ochotę na obejrzenie czegoś niewymagającego, często przy lampce wina. 
Bardzo szybko ta lampka wina i film stały się moim przyzwyczajeniem. Z jednej strony naprawdę nie mam już siły na żadną aktywność więc odpuszczam wszystko. Z drugiej jednak wiem i czuję, że to droga donikąd. Biczuje się myślami, że właściwie to mogłabym coś poczytać, napisać ale niewiele z tym robię. Sama siebie usprawiedliwiam, tłumacząc, że po całym dniu należy mi się nic nierobienie.
Uwiera mnie to jednak bardzo. Nie podoba mi się ani ta lampka wina ani to bezmyślne oglądanie filmów, które są może i ciekawe ale na dłuższą  metę niewiele wnoszą w moje życie. 
Chcę to zmienić, wziąć się w garść, robić więcej i bardziej produktywnie spędzać dzień bo czuję, że te leniwe wieczory, które przeciągają się do późnych godzin nocnych mają wpływ na jakość następnego dnia, moją energię i produktywność. 
Czas zakasać rękawy i zabrać się za siebie.  

Komentarze