Koronawirus # dzień 2


Dziś drugi dzień naszego bycia w domu. To znaczy dzień, w którym dzieci są w domu. Ja spędziłam w pracy 3 godziny. Od poniedziałku wszystkie obowiązki wykonuję zdalnie. Muszę pamiętać o regularności. Gdy brak reżimu, sprawy lubią odkładać się na później. 

Gdy pracujemy, żyjemy w pośpiechu i rutynie. Wszystko robi się jakby z automatu. Jesteśmy nastawieni na wykonywanie zadań. Teraz będzie inaczej. Mimo iż brak mi weny i energii do działania, nie chciałabym kolejnych dni spędzać bezproduktywnie. 

Potrzebuję planu. Muszę się zmotywować. 

Dziś widzę większy spokój u dzieci. Nie są tak głośne i bawią się grzeczniej. W tygodniu po szkole i przedszkolu więcej w nich chaosu i niespokoju.  

Ja też powoli zwalniam. Przechodzę na tryb spokój. Nie śpieszę się. Dwa dni wolnego, perspektywa kolejnych spędzonych w domu zadziałała kojąco na mój system nerwowy. Mamy dwa zadania. No może trzy. Jeść, zrobić kilka zadań w podręczniku i być ze sobą. 

Pograliśmy już kilka razy w planszówkę znalezioną przypadkiem w starej gazecie. Czytaliśmy po śniadaniu i obiedzie. Siedzieliśmy razem na kanapie i podłodze. Tak po prostu. Nic niezwykłego. 


Fajnie byłoby żeby ten luz i spokój śmielej rozgaszczał się w naszym domu. 


Co do sytuacji. Wiem co się dzieję. Słucham radia. Rozmawiam z kolegami w pracy i znajomymi przez telefon. Nie nakręcam się jednak. Pomaga mi w tym wyłączony telewizor. Nie oglądam żadnych wiadomości. Świadomie, z premedytacją. Nie chcę marnować czasu na słuchanie panów w drogich garniturach, głoszących swoje mądrości. Nic w moje życie one nie wniosą. 

Jestem w domu. Mam nadzieję, że bezpieczna. Wykorzystam ten czas na bycie ze swoją rodziną. Póki moi bliscy, przyjaciele, współpracownicy i sąsiedzi są zdrowi, wszystko jest dobrze. 











Komentarze