Codziennie zalewają nas informacje z radia i telewizji dotyczące kolejnych zakażonych i stale powiększającej się liczbie chorych. Doniesienia z Polski i zagranicy nie nastrajają pozytywnie. Dodatkowo atmosferę podsycają znajomi i rodzina. Tak jest przynajmniej w moim przypadku. Po każdej przeprowadzonej rozmowie z rodzicami lub znajomymi mieszkającymi w kraju lub za granicą poziom mojego dobrego nastroju spada drastycznie.
Słucham bliskich mi ludzi i nie wierzę. Nie wierzę w to jak bardzo człowiek sam, na własne życzenie może doprowadzić się do tak depresyjnych i lękowych nastrojów. Dodam jedynie, że wszyscy, o których myślę i piszę pozostają w domach.
Czemu karmimy się wszystkimi wiadomościami, tworzymy katastroficzne wizje i najczarniejsze scenariusze? Co nam to daje prócz ogromnego poziomu stresu i lęku?
Kolejną kwestią jest stale włączony telewizor i radio. Co daje mi słuchanie wszystkich wiadomości? Po co mi wiedzieć co godzinę ile już osób zachorowało w moim kraju. Po co informacje o tym co dzieje się w Anglii, Stanach Zjednoczonych, Hiszpanii, Niemczech, Włoszech,... . Do niczego wiedza ta nie jest mi pogrzebana.
Może jestem naiwna ale bardzo wierzę w to, że jeśli przestrzegam wszystkich zasad, których w czasie panowania wirusa musimy przestrzegać, nic mnie ani mojej rodzinie nie grozi. Chcę w to wierzyć. To daje mi siłę i pozwala nie zwariować. Moje życie pomimo tego jak bardzo odmienne jest od tego co było, pozostaje na swój dziwny sposób normalne.
Nie znaczy to, że od wszystkiego się odcinam. Nie udaję, że problem nie istnieje. Słucham widomości ale nie włączam radia z samego rana. Nie włączam telewizora. Wszystko co z niego płynie, podsyca negatywną atmosferę. Nie czytam też informacji na Internecie.
Mam świadomość tego co stało się częścią naszego życia. Przestrzegam zasad higieny. Robię zakupy raz w tygodniu. Nie wychodzę poza granicę swojego domu.
Reszta tego co dzieje się wokół mnie jest ode mnie niezależna. Godzę się z tym ale nie wypieram. Nie dorabiam teorii spiskowych, nie wymyślam alternatywnych rozwiązań. Po prostu żyję. Skupiam się na tym co tu i teraz. A tu i teraz toczy się życie. Trzeba posprzątać po śniadaniu. Pomyśleć o tym co na obiad. Uprać pościel. Pobawić się z dziećmi. Dopilnować lekcji. Przygotować materiały do pracy. Wysłać je mailem.
Nie siędzę i nie patrzę w sufit czekajac na to co się wydarzy. Wydarzy się to co ma się wydarzyć. Nie projektujmy sobie zdarzeń. Nie nakręcajmy wewnętrznej spirali strachu. Pilnujmy siebie i swoich najbliższych. Przestrzegajmy wszystkich zasad stworzonych po to aby nas chroić.
Cieszmy się też na tyle na ilę się da tym, że jesteśmy zdrowi, że mamy wodę w kranach, ciepło w kaloryferach i jedzenie na sklepowych półkach. Mamy dużo. Musimy to tylko zacząć dostrzegać i doceniać.
Komentarze
Prześlij komentarz