Kosmetyczne zero waste.



           Kosmetyki uwielbiam odkąd sięgam pamięcią. Jako dziecko nie mogłam doczekać się kiedy dorosnę i swobodnie będę się mogła w końcu malować. Co dziwne ani moja mama ani babcia nie używały kosmetyków kolorowych w ogóle a jedynym produktem do pielęgnacji, z którego korzystały był krem Nivea. 
Kiedy wreszcie osiągnęłam upragniony wiek pełnoletności zaczęła się moja przygoda z całą branżą kosmetyczną od pielęgnacji na kolorówce kończąc. Pierwsze zarobione pieniądze w znacznym stopniu szły na kremy, maskary, podkłady, kredki i cienie do powiek. Testowałam różne marki, zdarzały się również kosmetyki z wysokiej półki. Uwielbiam dobrą jakość i nie raz skusiłam się na ładne opakowanie za cenę kolacji dla dwojga w modnej restauracji. Teraz mam chyba trochę zdrowsze podejście do tematu. Obecnie staram się kupować rzeczy dobrej jakości, zważając również uwagę na cenę. Nie kupuję już całej otoczki czyli reklamy, nie kieruję się też obecnymi modami. Nie raz skusiłam się na modny produkt o którym huczało pół Internetu i szybko tego żałowałam. 

W mojej kosmetyczce znajduje się jeszcze sporo rzeczy kupionych z przypadku albo pod wpływem chwili ale jest tego już coraz mniej. Tak jak w przypadku ubrań nie zamierzam kupić już niczego tylko dlatego, że było w promocji lub wpadło mi w oko. W tym roku zamierzam postawić na dobrą jakość, dobry skład i rodzime marki. Oczywiście zużyję wszystkie produkty, które posiadam ale w nowościach znajda się tylko rzeczy produkowane w Polsce i te, które naprawdę lubię i cenię. 



Zaczynając od zapachów, mam swoich ulubieńców, których używam niezmiennie od kilku już lat i na razie nic w tej kwestii się nie zmieni. Na 'większe' okazje lubię Chanel Mademoiselle lub Lancome La vie est belle. Na co dzień używam Noa Cacharel choć nie jest to regułą. Czasem zwyczajnie nie mam ochoty niczym pachnieć. 



Pielęgnację zacznę od mydeł. Od około roku nie używamy w domu żeli pod prysznic. Nigdy nie myślałam, że będę myła się tylko mydłem, a jednak. Mimo, że zwykle na brzegu wanny stały co najmniej trzy różne butelki z płynami do mycia postanowiłam z tym skończyć. Teraz gdy jestem gdzieś na wakacjach staram się kupić naturalne mydła lub po prostu zaopatruję się we wspaniałe 100% naturalne mydła Aleppo lub Dudu Osun dostępne w Rossmanie. Każde z nich ma rewelacyjny skład. 



Podobnie jest z szamponem. Nie stosuję niczego poza kostką do mycia włosów. Dla mnie to rewelacja choć na początku podchodziłam do tego bardzo sceptycznie. Od momentu kiedy zaczęłam myć włosy szamponem w kostce zniknął mój odwieczny problem suchej i swędzącej skóry głowy. Wydaje mi się, że do tradycyjnych szamponów już nie wrócę. 



Jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe nie dzieje się tam wiele bo od kilku lat wyznaję zasadę im mniej tym lepiej. Na zdjęciu widać produkty, które bardzo lubię i polecam. Uwielbiam włoską firmę Pupa, z której miałam już kilka produktów i każdy sprawdził się na medal. Bardzo polubiłam się również z polską firmą Eveline. Mam ich tusz i kredkę do oczu i wiem, że ta marka pozostanie ze mną na dłużej. Chciałabym jedynie zmienić podkład bo True Match to moje trzecie opakowanie z kolei dlatego marzy mi się coś nowego i bliższego naturze jeśli to możliwe. 




Balsamy do ciała są również godne polecenia, każdy sprawdził się rewelacyjnie a ich skład jest również całkiem w porządku. Podobnie jest z kremami do twarzy. Bardzo dobrą polską marką jest Nacomi. U mnie się sprawdza i jest to już kolejny produkt tej firmy w mojej kosmetyczce. Z kremami jest jednak tak, że lubię testować i prawie za każdym razem kupuje coś nowego. Wiele razy jednak wracam do rzeczy, które mi się sprawdziły i tak właśnie jest z Nacomi. 





Bardzo lubię też wieczorną pielęgnację i jeśli tylko mam czas lubię na kilkanaście minut zanurzyć się w wannie.Wtedy najczęściej używam soli do kąpieli , ta kupiona w TK Max oraz naturalnych olejków eterycznych. Kąpiel nabiera wtedy zupełnie innego wymiaru. Dla mnie to 100 % relaksu. 



To tyle na temat mojej pielęgnacji. Wiem, że jest daleka od ideału ale na tą chwilę to mi wystarcza. Zdaję sobie również sprawę, że najlepszym kosmetykiem jest zdrowa dieta i sen. Bez tego ani rusz. Widzę po sobie, że jedną zarwaną nockę ukryję pod ekstra warstwą podkładu ale kilku nieprzespanych dni plus beznadziejnej diety nie ukryję pod żadnym makijażem. Im jestem starsza tym bardziej widzę, że jakość mojego życia odbija się na jakości mojej skóry i ogólnie tego jak wyglądam i się czuję. I chociaż trudno mi się oprzeć i zdarzają mi się grzeszki w postaci zbyt dużej ilości słodyczy czy maratonu filmowego, który przeciąga się do 1 w nocy to bardzo będę się starać żeby w tym roku takich sytuacji nie było wiele. 

Komentarze